- 152
- Pan Zbigniew Siemiątkowski:
Wejście do Orlenu, na zasadach oczywiście partnerskich, dużego kapitału jest po
prostu koniecznością. Nie doprowadzi się do drugiego etapu prywatyzacji, jeżeli nie
zostanie znaleziony drugi strategiczny jakby inwestor. I pan Modrzejewski miał, tak
myślę, sądzę, bardzo dobry pomysł, bo on był orędownikiem wejścia koncernu OMV,
to znaczy austriackiego. Każde rozwiązanie, które polegałoby na wzmocnieniu
kapitałowym i wzmocnieniu mocy przerobowej nowego koncernu jest dobrym
rozwiązaniem. Najgorsze, jak powiedziałem, rozwiązanie byłoby wpuszczenie bez
warunków wstępnych, tylko na zasadzie mniej lub bardziej publicznego przetargu,
tych, którzy mają pieniądze, i to pieniądze, które w tej chwili są gotowi zainwestować,
bez dania mocy przerobowych i rynków. Wejście Austriaków bądź Węgrów
powoduje, że jest to również to, że zwiększa się moc przerobowa, ciężar gatunkowy,
sieć dystrybucyjna. No i ja osobiście, nie tylko ja, ale analizy, które pisały służby mi
wtedy podległe, widzieliśmy w tych rozwiązaniach bardzo dobre rozwiązania, dlatego
że w ogóle tendencją światową jest budowanie koncernów w pionie, to znaczy:
wydobycie, przesył, przetwórstwo, sprzedaż. To, co jest słabością Orlenu, że w
Orlenie jest świetna, duża sprzedaż poprzez połączenie się z CPN, bardzo dobre
instalacje. Co jest słabością, rura jest na szczęście państwowa i nikt nie wpadnie na
pomysł, żeby PERN został sprywatyzowany, a nie ma złóż. Wejście w układ z MOLem
dawało szansę poprzez molowskie udziały w złożach syberyjskich posiadanie
również następnego komponentu, jakim jest posiadanie z prawdziwego zdarzenia
koncernu zbudowanego w pionie, o którym powiedziałem: wydobycie, przesył,
przetwórstwo, sprzedaż.
Węgierski wariant miał jeszcze jedną jakby zaletę. Był bardzo popierany przez
rząd węgierski. W posiadaniu, zdaje się, komisji jest pewna notatka, która udowadnia,
jak bardzo zaangażowani byli Węgrzy, jak bardzo Węgrom zależało na tym
kontrakcie, czyli na tym projekcie, jak również, jakie przesłanki w myśleniu naszych
przyjaciół węgierskich leżały, żeby zbudować ten koncern. Bardzo podobne jak i w
naszych, to znaczy zagrożenie płynące ze Wschodu. W związku z tym w moim
przekonaniu i tych służb, które wtedy, bo dziś to sprawy prywatne tylko, pogląd nie
ma już większego jakby znaczenia, ale pogląd instytucji, którą kierowałem, był
właśnie mniej więcej taki, że szukać kontrahenta najbliżej nam położonego, tym
bardziej że Węgrzy mieli bardzo ciekawy pomysł, i nas namawiali również, w
zachowaniu tzw. złotej akcji. To znaczy, że nawet po przeprowadzeniu całkowicie
prywatyzacji, czy tej komercjalizacji, spółka przestanie być spółką z udziałem skarbu
państwa, żeby państwo zachowało sobie złotą akcję. Jest to z punktu widzenia prawa
unijnego rzecz prawie niedopuszczalna, bardzo trudna, ale wykonalna, bo takie
rozwiązania wprowadzili Belgowie. I Węgrzy namawiali nas bardzo do tego